O rany, już mnie głowa boli od gapienia się w monitor. Naprawdę... Czytałam, czytałam... I doczytać się nie mogłam. Ale już jestem i zabieram się w końcu za ocenę. Swoją drogą - kolejną ocenę nieszablonową. Chyba będę musiała je polubić...
Blog: Nadia
Męczyłam się z Twoim opowiadaniem w sumie sześć godzin. Cztery rozdziały, 26 stron i SZEŚĆ GODZIN. Borze lesisty, nigdy więcej...
Zanim jednak zacznę się pastwić nad tą TFUrczością, powiedzmy trochę o szacie graficznej. Jest po prostu genialna. Faktycznie, najlepiej prezentuje się w Explorerze. W Google Chrome i Firefoxie tekst trochę wyjeżdżał poza ramki, ale dało się to przeżyć (po paru głębszych). Ciekawy obrazek, chociaż tekst lekko nieczytelny. Ale ma swój klimat, to się liczy. Skojarzyło mi się z jakimś romantycznym krajobrazem. Samotna bohaterka, opuszczona przez wszystkich, patrzy w daleką dal i się napatrzeć nie może. Jak się potem okazało - było to słuszne skojarzenie. Jedynym mankamentem jest rozmiar czcionki. Przy takiej ilości tekstu nie powinien być aż tak wielki, bo całość wygląda, jakby przejechał po niej walec i ją nieźle rozpłaszczył. Ale może to tylko moje zdanie. Ponoć duża czcionka ułatwia czytanie dzieciom w przedszkolu. Nie sprawdzałam, tekst kopiowałam do Worda.
Odwleczmy jeszcze trochę pastwisz, jakiemu będę musiała poddać Twoje opowiadanie, za co na pewno tłum fanów się na mnie rzuci, nie pozostawiając suchej nitki. Porozmawiajmy o Tobie.
W poprzedniej ocenie w ogóle jakoś zapomniałam o uwzględnieniu informacji o Autorze, nie mam kompletnie pojęcia, co było tego przyczyną. Kajam się.
Widzę, że mamy podobne zainteresowania. Wszystkie wymienione przez Ciebie książki czytałam i byłam pod wrażeniem, natomiast w kwestii filmów się rozminęłyśmy. Cóż, dziwne ze mnie stworzonko. A to, że jesteś osobą towarzyską, nie koliduje z zamiłowaniem do literatury pięknej, naprawdę. Znam wiele osób, które dopiero wieczorem zasiadają do lektury, przez cały dzień szaleją ze znajomymi w kawiarniach, na dyskotekach, albo Bór jeden wie gdzie...
Nie powiedziałaś za wiele, ani za mało. Takie w sumie najważniejsze informacje. Chociaż chciałabym wiedzieć, ile masz lat, a tego rąbka tajemnicy nie uchyliłaś. Cóż, widać jestem niegodna poznania daty Twego urodzenia.
No, teraz przechodzimy do części właściwej, czyli do... Tak, do wielkiej jatki pt. „co się Ag nie podobało i czego strawić nie mogła”.
Po pierwsze - główna bohaterka. Przepraszam najmocniej, ale ile razy już pisano o tych mieszankach gatunkowych? Pół elf, pół wilkołak; pół człowiek pół krasnolud, ćwierć gówno, półdupek... Zawsze byłam za zachowaniem czystości rasowej. Bez mieszanek. Dlaczego? Bo schemat takiej postaci jest ZAWSZE dokładnie taki sam: (w przypadku półelfa) biedna, porzucona osóbka, której nie akceptują ani elfy, ani tym bardziej ludzie, zazwyczaj kompletnie zakompleksiona, zemowacona do granic możliwości, ale raptem pojawia się książę z bajki, który odmienia jej życie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Brzmi znajomo? Chociaż dobrze, że nie jest piękna, zadbana i nie podbija męskich serc, jak jakaś Femme Fatale, żeby się dowartościować. W ogóle - jak taka biedna zahukana dziewczyna raptem stała się duszą towarzystwa całej kompanii, to naprawdę nie mam pojęcia. I imię - Rimavelle... Połączenie Rimmela i Velvet... (wiem, mam dziwne skojarzenia), ale sama go sobie nie wybierała, więc niech zostanie. Nie jest pięciokilometrowe.
Jeszcze jeden fragment, po prostu nie mogę go sobie darować... „
Westchnęła ze zrezygnowaniem i zerknęła na drugi koniec celi, gdzie pod ścianą siedział szczupły mężczyzna. W półmroku nie mogła wyraźnie dostrzec jego sylwetki, ale po tak długim czasie przypatrywania się mu doszła do tego, że ma krótkie, dosyć jasne włosy i jest średniego wzrostu, około sześciu stóp. Zdążyła nawet odkryć, że jest nieuprzejmy i skryty. ”- miała takie oczy, które prześwietlają duszę na wylot. Uwierzycie?! A może to po prostu dobre szkła kontaktowe? Też takie chcę!
Po drugie - Caemorier. Sama postać jest ciekawa, choć też dość sztampowa. Przystojny, wysportowany, lekko ironiczny z nutką sarkazmu. I ten uśmieszek, o którym nieustannie piszesz. Lubię ten typ bohatera. Co mi się w nim nie podobało? Opis. Sam głupi opis z punktu widzenia Rimavelle. „
Widać było, że Caemorier zgłębiał nawet filozofię, był elokwentny i kiedy było trzeba, potrafił pokazać nienaganne maniery. To zaburzało jej obraz zabójcy, który zawsze był czarny, zły i pusty. Ten człowiek zaprzeczał wszystkiemu, w co wierzyła przez lata. - pomijając już fakt, że Rimvelle zdecydowanie za szybko wyciąga wnioski... to sama była pusta. Zabójcy to przecież najciekawsze, najbardziej tajemnicze i nieodgadnione postaci! Jak pusty może być ktoś, kto zabija drugiego człowieka (bądź też elfa, krasnoluda itp.)?!
Po trzecie - świat przedstawiony. Mamy tu do czynienia z państwem/królestwem/krajem (skreślić niepotrzebne) o nazwie Galsier. I nie wiem absolutnie nic więcej. Są tam magowie, elfy i inni popaprańcy (nie jestem uprzedzona do fantasy, ale nigdy nie wiem, jak nazwać całą tę zgraję „nieludzkich” postaci), burmistrzowie, szlachta, byli niewolnicy... I... No właśnie. I nic. Pozwolę sobie znowu posłużyć się cytatem: „
Odwróciła się szybko i ujrzała maga w granatowej długiej szacie śpiewającego jakąś inkantacje. W pewnym momencie wykonał jakiś dziwny gest i poderwał obie ręce w górę, a po kilku sekundach opuścił gwałtownie.” - jakiś, jakieś... Pewnie myślisz, że to działa na wyobraźnię? Nie działa. Jako szanujący się czytelnik chcę wiedzieć, czy on machał tymi rękami, jak egzorcysta nad opętanym, czy to tylko delikatny - jak papier Foxy - ruch palcami, a może pokazał im wszystkim gest Kozakiewicza? Bo ja dalej nie wiem...
Po czwarte - styl. Dziewczyno, coś Ty tu zwymyślała?! Borze lesisty... To przez ten Twój... nawet nie wiem, jak to coś określić, nie mogłam przez to przebrnąć tak długo. Najpierw piszesz o jakiś cholernych tumultach, zarzucasz zdaniami rodem z Biblii, a potem mi wyjeżdżasz z jakimś neologizmem. Żeby nie być całkowicie gołosłowną...
„
No, tak właściwie, to nie byli jej prawdziwymi rodzicami… Pewnie nie chcieli jej tego powiedzieć, jednak, by tego nie zauważyć, trzeba by było być ślepym. Oni oboje byli ludźmi, a ona... miała spiczasto zakończone uszy, ciemnoniebieskie, prawie granatowe oczy w kształcie migdałów, szczupłą pociągłą twarz. Jednak to wszystko nie było tak wyraźne, jej rysy nie były ostre, a uszy znacznie krótsze… niż u elfów. Była półelfką. Jej przybrani, choć jedyni na świecie rodzice, wyglądali zupełnie inaczej. Widać było, że nie jest to jedna krew. Matka była blondynką, ojciec był rudy, a ona miała włosy w kolorze bardzo ciemnego brązu.” - mój mózg zawył, zatrząsł się, zaklął głośno i stał się nieużyteczną papką. Czy Ty znasz jakieś inne czasowniki? Ciągle coś powtarzasz. Ciągle, ciągle, w kółko i wciąż... Wygląda to tak, jakbyś w ogóle nie widziała powtórzeń. Albo nie czytała tekstu przed publikacją. Swoją drogą, masz najgorszą odmianę bylicy pospolitej, jaką w życiu widziałam...
„
Był w tym niezły, poruszał się szybko i bezszelestnie, co sprawiło, że w dziewczynie zamarło serce.” - tak po prostu. Jej serce popatrzyło na faceta, popatrzyło i wrzasnęło: "zaraz dostanę zawału!", po czym grzecznie zamarło i czekało na reakcję organizmu.
„
Opasły strażnik podniósł głowę i otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, lecz nim zdążył to zrobić, w jego krtań wbił się długi sztylet.” - a ten sztylet wyskoczył zza pazuchy i z donośnym krzykiem "nie daruję ci tej nocy!" wbił się strażnikowi w krtań. A to pech, doprawdy...
„
Usłyszała syknięcie. Poderwała głowę i natrafiła na wściekłe spojrzenie towarzysza. Najwyraźniej, gdy się zamyśliła, przestała za nim iść. Odpędziła od siebie wspomnienia i strach i podbiegła do niego na palcach. Popatrzył na nią z dezaprobatą i jakimś szyderstwem w niebieskich oczach, jednak odwrócił się i skręcił w boczny korytarz.” - i... i... i... IGLAK!
„
Gdy znalazła się przy nim, już chciała zwrócić mu uwagę na to, że wyjście znajduję się gdzie indziej, jednak zaledwie otworzyła usta, on zaczął majstrować przy jakichś żelaznych drzwiach i po chwili owiał ją chłodny jesienny wiatr. Zachłysnęła się tym odświeżającym powietrzem. Po wdychaniu oparów stęchlizny, szczyn i odchodów był to piękny zapach, który delikatnie pieścił jej nozdrza, mimo że już pierwsze ostre nuty zimy pojawiały się w tym powiewie.” - powietrze było odświeżające, bo używali przy drzwiach Brise Mini Spray! [/kryptoreklama] Toż to takie oczywiste...
„
Już po raz drugi w tym niebezpiecznym, ale jakże obfitym w wydarzenia dniu, myślała, że oto nadszedł jej koniec, a jednak myliła się.” - albo ja już do reszty ześwirowałam i wszystko mi się z Biblią kojarzy, albo Ty piszesz tak, że nie może mi się to kojarzyć inaczej... "I oto nadszedł jej koniec, a jednak myliła się. Bo nie znasz dnia, ani godziny..."
„
Niestety było to winą tego, że chadzała tędy dosyć często po wodę do rzeki i znała tu każdą spróchniałą kłodę, każdą kępkę mchu, każdy liść i każde zwierzątko, choć nie było ich dużo, gdyż i ten zagajnik nie grzeszył wielkością.” - a jednak to Biblia... tam podniosły styl, tu mówisz o grzechach... Gdzie jakiś prorok? Od biedy może być "Prorok Codzienny"...
„
- Moi rodzice nie płacili haraczu – powiedziała cicho, a on nie zadał następnego pytania na ten temat, bo i po co? Wiadomo, co wydarzyło się dalej. Miejscowa mafia podpaliła dom, prawdopodobnie z mieszkańcami w środku.” - MAFIA? Mało Ambitna Filia Idiotycznych Alfonsów? Bo innej opcji nie widzę. Mafia? W średniowieczu? Bo to miało być średniowiecze, tak...?
I widzisz, ile idiotyzmów wyłapałam? A to nie wszystko, zapewniam Cię...
Opisy byłyby w miarę znośne, gdyby nie ten koszmarnie karkołomny styl. W ostatniej notce trochę się wyrabiasz, ale cała reszta woła o pomstę do nieba. Dialogi ujdą. Ani rewelacja, ani konstruktywna dyskusja na poziomie. Zachowałaś też jakieś proporcje między nimi, więc czepiać się nie zamierzam...
Uff, to już na tyle w kwestii mojego czepialstwa. Cieszysz się? Teraz Ci trochę posłodzę.
Podobają mi się Twoje męskie postaci. Nawet bardzo. Krasnolud Kormer Rodl autentycznie miejscami doprowadzał mnie do łez swoimi uwagami. Jego wesoła kompania też jest niczego sobie, chociaż moim skromnym zdaniem śmieją się trochę za często... Albo za dużo piją, zależy, jak na to spojrzeć.
Kopnięcia tego faceta w jaja autentycznie się nie spodziewałam. Brawa za oryginalność. Miałam w głowie z piętnaście różnych scenariuszy, a ty wybrałaś ten, którego bym się w życiu nie domyśliła. Zarobiłaś u mnie za to naprawdę sporego plusa. I za humor, który pojawia się od czasu do czasu i za ciekawego krasnoluda, który kojarzy mi się z postacią wymyśloną przez Pana Sapkowskiego.
Podsumowując... Na początku myślałam, że będzie ciekawie, bo spodobała mi się szata graficzna i zadziwiła długość notek, ale w miarę zagłębiania się w tekst odkryłam, że... wcale tak świetnie nie jest. Tak więc, z bólem serca i palców, które mają już dosyć latania po klawiaturze w dniu dzisiejszym wystawiam Ci
tróję i mam nadzieję, że moje uwagi pomogą w udoskonaleniu całej opowieści. Masz pomysły i myślę, że masz potencjał, więc pewnie coś z tego będzie.
A teraz wracam do lektury „Faraona”... Panie, czuwaj nade mną...
Oceniła
Wasza Piękna i Wspaniała Ag